Menu Zamknij

Czepialstwo krytyków – jak z nim żyć?

Dzisiaj powiemy sobie o czepialskich krytykach i o tym, co biedny autor ma zrobić, żeby od tego nie zwariować. Będzie dużo linków.

Czym jest czepialstwo

Najpierw może zdefiniujmy sobie, o czym będziemy tutaj mówić. Krótko: terminem “czepialstwo” określam wyszukiwanie w dziele (książce, filmie itp.) drobnych usterek i ukazywanie ich jako wielkich wad. Czyli z angielskiego “nitpicking”.

Kiedy mamy do czynienia z czepialstwem, a kiedy z rozsądną krytyką? Różnica jest subiektywna. Rozsądna krytyka zwraca uwagę na poważne braki w pracy twórcy, które przeszkadzają w odbiorze dzieła. “Czepiasz się” rzucamy zaś w odpowiedzi na wyolbrzymianie małych, nieistotnych problemów. Ponieważ każdy reaguje inaczej, to nie da się ustalić tu sztywnego podziału. Moja osobista definicja jest taka, że jeśli większość osób zauważa gdzieś nieścisłość, to jest to problem. A jeśli coś kole w oczy tylko małą grupkę czytelników, to być może nie trzeba się tym aż tak przejmować.

Z poprzedniego zdania mogłoby wynikać, że czepialstwo jest domeną niszowej grupy odbiorców kultury. Kiedyś była to prawda. Teraz jednak czepialstwo jest na porządku dziennym, jak dowodzi Sarah Z w swoim interesującym filmiku na Youtube. I to właśnie od niej zaczął się pomysł na dzisiejszy wpis. Ale zanim dojdziemy do Sarah…

Mój własny przypadek, czyli kolega S.

Kiedyś miałam takiego kolegę, nazwijmy go S., który dużo się czepiał. We wszystkim potrafił znaleźć logiczne nieścisłości. Pomyślałam sobie wtedy: a co jeśli moi czytelnicy też będą tacy jak S.? Co jeśli napiszę historię, a oni wynajdą w niej mnóstwo błędów i nie będzie im się przez to podobała? Oczami wyobraźni widziałam armię S.-ów piszących długie wątki na forach o tym, jak to moja książka jest zła, bo na stronie 25 bohaterka miała różowy lakier do paznokci, a na stronie 46 był on zielony. Wtedy postanowiłam sobie, że będę pisać tak, żeby nikt nie mógł się przyczepić do niczego. Konkretnie miałam na myśli rygorystyczną eliminację wszelkich błędów rzeczowych oraz nieścisłości fabularnych. Od tego czasu moje teksty sprawdzam podwójnie dokładnie. Moje przekonania w tej kwestii umocniły się, gdy zaczęłam nałogowo przebywać na TvTropes, gdzie różne drobiazgi wyszczególniane przez niezwykle uważnych odbiorców nakręcały mnie jeszcze bardziej.

Czy jednak trochę czasem nie przesadzam?

Czepialstwo jest złe, czyli “Bad media criticism”

Dużo robię na drutach i w związku z tym oglądam dużo Youtube’ów. Wiecie, tak żeby coś grało w tle. Moja ciotka kiedyś robiła to samo, tylko że ona oglądała brazylijskie telenowele, bo takie były czasy. Także tego, oglądanie pierdół do drutów mam w genach.

Wczoraj natrafiłam na filmik pod tytułem “Bad media criticism“, w którym autorka, Sarah Z, mówi właśnie o czepialstwie. Sarah analizuje wpływ youtuberów takich jak Cinema Sins oraz Nostalgia Critic na to, jak odbiorcy postrzegają media. Wprawdzie jej opowieść skupia się głównie na filmach, ale wszystko, o czym mówi, można odnieść również do książek. Wystarczy poczytać wspomnianą już stronę TvTropes dowolnej powieści (zakładka Fridge Logic), żeby uświadomić sobie, jak drobne szczegóły czasami zauważają czytelnicy.

Według Sarah, przesadne czepialstwo szkodzi przemysłowi filmowemu, ponieważ sprawia, że twórcy zaczynają spodziewać się czepialskich krytyków i temu właśnie podporządkowują proces tworzenia dzieła. Starają się uniknąć potencjalnych błędów i skutkuje to albo niepotrzebnym wydłużaniem pracy twórczej, albo umieszczaniem w dziele wyjaśnień dotyczących zupełnie nieistotnych kwestii. Odnośnie do tego drugiego punktu Sarah przywołuje wideoesej Lindsay Ellis o najnowszej wersji “Pięknej i Bestii” z 2017 roku.

Dzięki za wyjaśnienia, czyli “Thanks! I hate it!”

W filmiku zatytułowanym “That Time Disney Remade Beauty and the Beast” Lindsay opowiada między innymi o tym, jak bardzo zbędne były niektóre fragmenty filmu. Miały one na celu zgasić czepialskich krytyków animowanej wersji, ale prawda jest taka, że tych krytyków było jak na lekarstwo. Ogólnie to nikt wcześniej się nie zastanawiał, dlaczego miasto nie pamiętało o Bestii (bo klątwa wymazała im pamięć!). Nikogo nie obchodziło, dlaczego służba też została ukarana (bo nie uchronili małego księcia przed jego okropnym ojcem!). Nikt też nie pytał, dlaczego Belle jest półsierotą (bo jej matka umarła na dżumę!). Wszyscy po prostu oglądali bajkę.

Jednak w filmie z 2017 roku i tak zostały umieszczone wyjaśnienia tych wszystkich kwestii, zupełnie niepotrzebnie zagracając przebieg fabuły. Słowami samej Lindsay:

Koniec końców Disney stworzył film, który jedynie tym się różni od poprzedniej wersji, że wydaje się być zrobiony w celu zamknięcia ust pedantom z Youtube’a, którzy przez kilka dekad złośliwie krytykowali oryginał

… co zresztą sama uważa za ogólny trend w remake’ach Disneya.

Youtubowe wojny, czyli “SHUT UP ABOUT PLOTHOLES”

Filmik, który na dobre rozpoczął dyskusję na Youtube na temat dziur fabularnych, to “SHUT UP ABOUT PLOTHOLES” Patricka Willemsa, opublikowany w sierpniu 2018 roku. Podobnie jak Sarah, Patrick zwrócił uwagę na rosnącą popularność czepialskich krytyków w dobie internetu. On sam sprzeciwia się rozkładaniu każdej historii na czynniki pierwsze, bo według niego historia całkowicie logiczna nie nadaje się na fabułę filmu. Postacie są ludźmi i jako ludzie będą zachowywać się nielogicznie i emocjonalnie. Bez tego nie mielibyśmy konfliktu, a bez konfliktu nie byłoby opowieści. Główne przesłanie jego filmiku brzmi: dopóki fabuła nie jest rażąco sprzeczna wewnętrznie, po prostu się nią ciesz zamiast doszukiwać się niedoskonałości. Inaczej popełniasz czepialstwo.

Wielu youtuberów podjęło polemikę z niektórymi fragmentami wypowiedzi Patricka. Dobry przykład to odpowiedź kanału Cynical Reviews, której autor krytykuje między innymi zbyt wąską definicję dziury fabularnej podaną przez Patricka oraz jego przesadną pobłażliwość względem logicznych niespójności w zachowaniu postaci. Myślę, że jest to odpowiedź rozsądna i zgadzam się z nią w wielu punktach. Jej autor zwraca uwagę, że twórca powinien starać się, aby opowiadana przez niego historia była jak najbardziej spójna. Powiedzmy sobie szczerze, że nie jest to wygórowane oczekiwanie względem pisarza czy reżysera. Każdy z nas powinien stawiać na jakość, a określanie wszelkiej krytyki mianem “czepialstwa” prowadzi do obniżenia standardów, rozleniwienia twórców i w efekcie powstawania kiepskich filmów czy książek.

Z kolei podobne zdanie jak Patrick prezentuje Nathaniel z Council of Geeks w swoim filmiku “Why I Don’t Dwell on Plotholes“. Definuje on dziurę fabularną jako coś, co wyszarpuje go ze skupienia w trakcie oglądania filmu lub czytania książki. To, co zauważył później albo czego nie zauważył w ogóle, nie jest dla niego problemem. Uzasadnia to tak, że fabuła bez dziur oznaczałaby nadmiar dodatkowych wyjaśnień (Thanks! I hate it!) i z tego powodu byłaby niesamowicie nudna. Dla niego więc dziury fabularne mogą sobie istnieć, byle nie przeszkadzały w odbiorze dzieła. Każda książka czy film będzie miała jakieś niedociągnięcia, ale wyróżnikiem dobrych książek i filmów jest to, że albo tych błędów nie widzimy, albo się nimi nie przejmujemy, bo i tak czerpiemy frajdę z czytania/oglądania. Sądzę, że Nathaniel też ma tu trochę racji.

No to jak to w końcu jest, czyli książki doskonałe

Musimy teraz odpowiedzieć sobie na dwa bardzo ważne pytania.

Czy można napisać książkę, w której absolutnie wszystko będzie piękne i poukładane?

Nie. Zdecydowane, mocne NIE.

Każda książka czy film to efekt działania wyobraźni twórcy. Na ogół nie przedstawia wydarzeń rzeczywistych, tylko wymyślony przez autora ciąg fabularny, w którym aktorami są wymyśleni przez niego bohaterowie. Ten format aż się prosi o potknięcia. Nie jest możliwe ogarnięcie wszystkich postaci i wszystkich wydarzeń tak, żeby każde z nich stanowiło element ściśle powiązanej siatki, która nie przepuszcza żadnych pomyłek. Pisarz tworzący swój tekst jest właściwie jak kłamca, który tworzy nieprawdziwą historię. W tym kontekście wartość merytoryczna naszej książki jest mierzona tym, jak dobrze potrafimy kłamać. A niech ktoś wskaże mi kłamcę, któremu nigdy nic się nie wypsnęło, szczególnie jeśli kłamie przez 200 stron.

Czy można napisać książkę, która będzie spójna mimo niedociągnięć?

Tak. Zdecydowane, mocne TAK.

Nasza książka nie musi być doskonała. Musi być jednak wiarygodna. Czytelnik musi mieć poczucie, że opisane w niej wydarzenia naprawdę mogły mieć miejsce. Bohaterowie nie muszą być obiektywnie logiczni w swoim postępowaniu, ale muszą zachowywać się zgodnie ze swoimi przekonaniami i charakterem. Oczywiście, niektóre niespójności mogą nam umknąć podczas pisania. To nic! Od tego mamy beta-reading, redakcję oraz korektę. Jeśli zrobiliśmy gdzieś duży błąd, to na którymś z tych etapów ktoś to zauważy. Jeśli błąd umknie wszelkim radarom, to pewnie nie był aż tak ważny. Zresztą po publikacji i tak zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie wskazywał pierdółki i uważał, że z ich powodu książka jest kiepska. Takie wskazywanie jest teraz po prostu modne. Ale po pierwsze, to nie oznacza, że tekst jest całkowicie zły. Po drugie, w duchu większości przedstawionych tu wypowiedzi, nie wszystkim musimy się przejmować. Niektóre kewestie są tak drobne, że wcale nie ujmują naszemu dziełu, a obsesyjne ich wyszukiwanie może nas tylko wpędzić w nerwicę.

Słowo końcowe, czyli “Zostaw ten internet”

Do drutów oglądam różne rzeczy. Czasem są to wideoeseje Lindsay Ellis albo Dana Olsona z Folding Ideas, pięknie podane i wyważone, zawierające uwagi, o których nawet mi się nie śniło, bo nie znam się na kręceniu filmów. Czasem jednak są to pierdoły w stylu Cinema Sins albo Nostalgia Critic, którego przed aferą Change the Channel pochłaniałam namiętnie i bez opamiętania. Do drutów ogląda się wszystko, nawet złe filmy na Netflixie, bo czymś trzeba zapełnić te dwie godziny dziennie i trzydziestominutowy filmik Lindsay raz w miesiącu zupełnie nie wystarcza. Łatwo się więc nakręcać, kiedy widzi się te wszystkie krytyczne spojrzenia na czasem nawet przyzwoite filmy. Jak jednak napisałam wyżej, warto się nimi przejmować tylko w pewnym stopniu.

Wyraźnie trzeba powiedzieć, że S. nie zniszczył mi życia pisarskiego swoim czepialstwem. Uważam, że wręcz je polepszył, bo dzięki niemu zwracam większą uwagę na potencjalne problemy w moich tekstach. Również TvTropes nauczyło mnie sprawdzania różnych rzeczy, a w szczególności nie polegania na informacjach zdobytych z innych mediów. Uważam więc, że czepialstwo można obrócić na swoją korzyść. Trzeba tylko pamiętać, żeby zachować umiar w pedantyczności i nie bać się popełniać błędów, co przecież jest nieuniknione. Strach przed publikowaniem tekstów niedoskonałych jest normalny, ale w przesadnych ilościach hamuje rozwój i może bez sensu opóźniać moment publikacji, czasem w nieskończoność.

W dodatku należy pamiętać, że nie wszyscy czytelnicy doszukują się drobnych nieścisłości w książkach. Chociaż popularność czepialskich filmików na Youtube rośnie, to niekoniecznie odzwierciedla ona rzeczywiste doświadczenia przeciętnego pisarza. Niedawno rozmawiałam o tym ze znajomą w związku z powoli nadchodzącym debiutem mojej książki. Powiedziałam jej o tym, że boję się wytykania mi błędów po publikacji, więc staram się wyłapać ich jak najwięcej właśnie teraz. Bo jeśli tekst nie będzie idealny i zostanie upubliczniony w swej nieidealnej formie, to będzie to wstyd na zawsze. W końcu to przecież nie fanfik, który można bez końca edytować na FFN. Znajoma wskazała wtedy, że większość czytelników ignoruje drobne wpadki. Wspomniałam jej o TvTropes. Na to ona odparła, że muszę przestać siedzieć tyle w internetach, bo nie tak wygląda normalne życie.

I wiecie co? Trudno się z nią nie zgodzić.

A jaki Ty masz stosunek do czepialstwa i dziur fabularnych?

 

Podziel się tym wpisem w mediach społecznościowych

Powiązane wpisy

Powiadamiaj o
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Powrót do góry strony