Menu Zamknij

Strategie regularnego pisania

Jak pisać regularnie

Dzisiaj o tym, jaką przyjąć strategię, żeby nauczyć się pisać regularnie, a to dlatego, że nie ma co czekać na wenę.

Osobiście wypróbowałam trzy sposoby, o których poniżej. Można je zastosować nie tylko do pisania książek, ale i do tworzenia tekstów naukowych. Omówimy sobie ich wady i zalety.

“Codziennie będę pisać przez godzinę”.

Zalety:

Od początku wiemy, ile nam to zajmie, więc łatwo możemy sobie zaplanować pisanie w grafiku dnia. Jest to czas, w którym skupiamy się na pisaniu całkowicie i nie musimy się przejmować, czy przypadkiem nie siedzimy za krótko/za długo. A jeśli nie mamy pomysłu, co napisać, i potrzebujemy trochę więcej czasu na zastanowienie się, to nie trzeba się do niczego zmuszać i tę godzinę można wykorzystać na przykład na edytowanie poprzednich fragmentów, co również jest istotnym elementem tworzenia tekstu.

Wady:

Do tak pojmowanego pisania zalicza się nie tylko sama produkcja tekstu, ale i writer’s research, czyli sprawdzanie różnych informacji, żeby nie popełniać błędów rzeczowych. Może się zdarzyć, że samo to zajmie nam więcej niż czas przeznaczony na pisanie i w efekcie danego dnia nie napiszemy ani jednego słowa.

“Codziennie będę pisać jedną scenę”.

Zalety:

Sceny będą spójniejsze niż te pisane przez wiele dni. Łatwiej jest zaangażować się całkowicie w dany fragment tekstu, a następnego dnia pisać już całkowicie inny fragment, niż postrzegać tekst jako kontinuum dzielone na fikcyjne odcinki liczbą słów czy minut. W dodatku samo to zaangażowanie, niczym nieograniczone, pozytywnie odbije się na jakości tekstu.

Wady:

Trudno określić, ile czasu zajmie nam pisanie danego dnia. Ponadto sceny bywają długie. Jedna ze scen, które niedawno napisałam, ma 5,5 strony (ponad 3600 słów). To niekoniecznie jest coś, co można zrobić jednego dnia, chyba że jest weekend i nie ma się wiele innych obowiązków. Jednak jak wiadomo, weekend jest stosunkowo rzadko. Wreszcie niektóre sceny mogą być zwyczajnie zbyt przytłaczające (patrz: poprzedni post), żeby poradzić sobie z nimi za jednym zamachem.

Odpowiednikiem dla tekstów naukowych, takich jak praca dyplomowa, jest “codziennie przerobię jeden artykuł/jeden rozdział z książki”.

“Codziennie będę pisać 500 słów/jedną stronę”.

Zalety:

Można śledzić postępy wizualnie, co dla mnie osobiście jest bardzo pomocne. Jeśli mam napisane pół strony, a zaplanowałam napisanie całej, to znaczy, że w tym momencie połowa roboty za mną. W dodatku jeśli jest się konsekwentnym i rzeczywiście pisze się te 500 słów lub stronę dziennie, to przyrost tekstu jest dość szybki, a jednocześnie nie męczy aż tak bardzo, ponieważ jednorazowo nie produkuje się go wiele. Ta metoda sprawdza się również doskonale, kiedy mamy określoną ilość tekstu do wyprodukowania (na przykład powieść na 50 tysięcy słów albo artykuł na 10 stron). Można wtedy zaplanować pracę i już wiemy dokładnie, ile dni zajmie nam pisanie całości. Jeśli do tego mamy termin, możemy sobie dowolnie dostosować ilość codziennej pracy i nie martwić się o to, czy zdążymy.

Wady:

Wspomniane wyżej dzielenie długich scen na odcinki, bo wybija z rytmu. Tak pisana scena nie musi być zła (absolutnie!), ale może wymagać umiejętności powrócenia dokładnie do tego samego nastroju, w którym zakończyło się pisanie poprzedniego dnia, aby zachować jej spójność (lub ewentualnie trzeba będzie potem porobić trochę magii edytorskiej). Dodatkowo występuje ryzyko produkowania kiepskiego tekstu. W tej metodzie łatwiej niż w innych można wykpić się napisaniem odpowiedniej ilości tekstu byle jak, byle tylko wyrobić normę. To jest coś, na co trzeba będzie uważać. No i czasem trzeba będzie zmuszać się do napisania tych 500 słów nawet wtedy, kiedy nie ma się na nie pomysłu.

Którą metodę polecam?

Cóż, wypróbowałam w życiu wszystkie trzy i każda z nich będzie odpowiednia dla kogoś innego. Może banalne, ale tak właśnie jest.
Jeśli jesteś osobą bardzo zajętą, ale chcesz pisać mimo wszystko, opcja numer 1 jest dobra. Zaplanuj sobie tę godzinę czy pół godziny dziennie, wyrób nawyk i pisz. Nie przejmuj się wtedy żadnymi innymi obowiązkami: to jest Twój czas przeznaczony tylko na pisanie. To jest też dobra metoda, jeśli masz mało dyscypliny i starasz się pokonać ten problem, bo pozwala nabrać dobrych przyzwyczajeń.
Jeśli masz dużo czasu, na przykład wieczorami, opcja numer 2 może być lepsza. Możesz poświęcić się pisaniu pojedynczych scen, zanurzyć się w swoim tekście i nie liczyć godzin ani słów. Dzięki temu tekst może mieć naturalną płynność i większy ładunek emocjonalny, bo Ty jako autor stworzyłeś go nie przejmując się wyrabianiem jakichś norm.
Opcja numer 3 sprawdzi się u osób z dyscypliną. Po pierwsze, trzeba odpędzać pokusę wyprodukowania swoich 500 słów szybko i byle jak. Po drugie, 500 słów to 500 słów. Nie 497. Magiczna liczba 500 musi zostać przekroczona.

W tej chwili sama stosuję metodę numer 3. Jestem zbyt zajęta, żeby pozwolić sobie na numer 2, ale też zależy mi na konsekwentnym przyroście tekstu, pod którym to względem numer 1 nie zawsze jest skuteczny.

Jaka jest Twoja metoda, jakiego rodzaju tekst piszesz i jak oceniasz swoją skuteczność? A może pominęłam jakieś aspekty opisanych metod? Dołącz do dyskusji na Facebooku lub napisz komentarz poniżej!

 

Podziel się tym wpisem w mediach społecznościowych

Powiązane wpisy

Powiadamiaj o
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
trackback

[…] edytuję tekst w trakcie pisania. Wspomniałam kiedyś o tym, że obecnie produkuję 500 słów dziennie. Nie uznaję jednak tych słów za napisane, jeśli tekst nie jest […]

trackback

[…] Dzisiaj o tym, dlaczego “wena” nie jest dobrym doradcą w sprawie tego, kiedy pisać i dlaczego zamiast na nią czekać, warto pisać regularnie. […]

Powrót do góry strony