Menu Zamknij

“Upadłe anioły” Grahama Mastertona, czyli bądźmy ostrożni z naszymi pisarskimi przywarami

Upadłe anioły

Mastertona kojarzyłam głównie jako autora poradników o życiu erotycznym i dopiero niedawno odkryłam, że pisze on również kryminały. Takim kryminałem właśnie są “Upadłe anioły”, druga książka z cyklu o komisarz Katie Maguire. Sama książka wystarczająco mi się podobała (pomijając zdecydowanie zbyt szczegółowo opisane sceny tortur) i nie mam poczucia straconego czasu z jej powodu. Niemniej jednak zauważyłam, że Masterton jako autor kryminałów nie pozbył się swoich przyzwyczajeń z bycia autorem podręczników o seksie.

Czemu tyle seksu???

W “Upadłych aniołach” znajduje się wiele scen o wydźwięku erotycznym z główną bohaterką w roli głównej. Nie jest to coś, o czym mam ochotę czytać przy śniadaniu, ale rozumiem, że wielu czytelnikom zupełnie to nie przeszkadza. Problem leży jednak w tym, że sceny seksu, nagości lub erotycznego podrywu zdarzają się według mnie zbyt często, żeby można to było uznać za naturalne. Mam wrażenie, że autor po prostu bardzo chciał napisać coś w tym temacie i nie zważał na to, czy w danej scenie ma to sens, czy nie. I tak oto mamy dialog, gdzie pani komisarz przesłuchuje kobietę romansującą z księdzem w sprawie morderstw dokonywanych w parafii, a potem nagle zadaje jej pytanie o to, czy sypiają ze sobą regularnie i jaki rodzaj seksu uprawiają najczęściej. Gwoli ścisłości, te pytania nie mają absolutnie żadnego związku ze śledztwem, są niepotrzebnie osobiste i właściwie nie potrafię powiedzieć, dlaczego padły w tej rozmowie. Ogólnie cała książka roi się od zbędnych erotycznych detali, takich jak opisywanie nagości bohaterki podczas jej zwykłej porannej toalety czy nadmierne skupienie na wyglądzie genitaliów w scenach tortur (szczerze przyznam, że chodziło głównie o kastracje, ale i tak sądzę, że opisy były przesadnie szczegółowe). Po kilku takich momentach zaczęło mnie to koleć w oczy i niestety za każdym razem wybijało mnie z lektury.

Co z tym teraz zrobimy

Lekcja jest z tego chyba taka, żebyśmy przy tworzeniu tekstu nie pisali o tym, co nam się żywnie podoba, tylko o tym, co będzie miało w tym tekście sens i będzie pasowało do atmosfery danej sceny. Nie wciskajmy na siłę elementów, które zupełnie z niczym nie współgrają tylko dlatego, że bardzo chcemy je tam mieć. Inaczej występuje dysonans u czytelnika, który niepotrzebnie wyrywa go ze świata przedstawionego. Tekst robi się niepoukładany, jakby pozlepiany z niepasujących do siebie kawałków. Nie mówię, że mi się to nie zdarzało, o nie. Mówię tylko, że teraz zwracam na to uwagę i “Upadłe anioły” przypomniały mi, że jest to ważne. Sądzę, że niebezpieczeństwo wystąpienia tego problemu jest szczególnie wysokie w dialogach, dlatego warto wcześniej zrobić sobie do dialogu plan.

Po Mastertona już raczej nie sięgnę, bo jestem wrażliwa i wspomniane sceny tortur, zawierające niespodziewanie dużo szczegółów, są zdecydowanie nie dla mnie. Ciekawi mnie jednak, czy inne jego książki mają podobny problem z przesadnym erotyzmem. Czy ktoś z Was czytał inny kryminał Mastertona? A może uważacie, że jestem zbyt pruderyjna i że liczne seksualne elementy są normalne w książkach skierowanych do dorosłego czytelnika? Chętnie podyskutuję w komentarzach poniżej lub na Facebooku.

Podziel się tym wpisem w mediach społecznościowych

Powiązane wpisy

Powiadamiaj o
Powiadom o
guest
3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Drejk
Drejk
1 rok temu

Masterton jest w pierwszej kolejności autorem horrorów klasy B w tym również chyba dość wizualnych jeżeli chodzi o gore i seks. Nie czytałem żadnych jego książek od lat i nie jestem w stanie z pamięci wymienić nic poza Manitou, którego też absolutnie nie pamiętam, co może mówić co nieco o ich poziomie, natomiast to co opisujesz zupełnie mnie nie zaskakuje – zgaduję, że Masterton pisał w zamyśle pod swoich zwyczajowych czytelników.

trackback

[…] Każdy z nas ma swoje pisarskie przywary. Każdy z nas ma też takie słowa lub wyrażenia, które po prostu lubi. Mój największy grzech to “zresztą” (w starszych moich tekstach znane jako “poza tym”). Oprócz tego, stosunkowo często wyszczególniam niektóre elementy wypowiedzi bohaterów kursywą. Kiedyś z kolei używałam bardzo dużo wielokropków, co ogólnie jest powszechne u początkujących pisarzy. […]

Powrót do góry strony