Menu Zamknij

Każdy ma trylogię, chcę i ja!

Trylogia kusi, ale czasem naprawdę nie warto

Powyższy obrazek zobaczyłam dziś na Instagramie (autor: @unpublished_writer). I tak mi się przypomniało, że ja też chciałam mieć trylogię. A że jestem w trakcie edycji mojej powieści, to pomyślałam, że opowiem Wam, jak i dlaczego z trzytomowca zmieniła się w dwutomowiec.

Pierwotny pomysł

Na początku wiedziałam tylko kilka rzeczy. Po pierwsze, że będą Amara i Adrian. Po drugie, że przeniosą się do fantastycznego świata, gdzie zostaną rozdzieleni i zamieszani w wielką wojnę. A po trzecie, że ta historia będzie epicką trylogią.

Fajnie jest mieć trylogię. Znani pisarze mają trylogie, a przecież ja też chciałabym kiedyś być znaną pisarką. Poza tym, historia tego kalibru absolutnie nie zmieściłaby się w jednym czy dwóch tomach. Dodajcie do tego fakt, że wolę pisać długie teksty niż krótkie opowiadania, i oto przepis na aspirującą trylogiopisarkę gotowy.

Kiedy udało mi się nakreślić bardziej szczegółowy plan wydarzeń, podzieliłam go na trzy części i zabrałam się za tom pierwszy. Po dłuższym czasie został on ukończony, a ja byłam z niego dumna i niecierpliwie czekałam na opinie betaczytelników.

Spoiler: nie były one przychylne.

Pierwsza runda beta

Jak wiecie, jestem w trakcie rekrutowania betaczytelników. Tak naprawdę nie jest to pierwszy beta-reading, jaki przejdzie moja powieść, a już trzeci. W sumie Jenna Moreci twierdzi, że książka powinna przejść przez wiele rund beta, więc chyba robię to dobrze.

Lata temu, w pierwszej rundzie, miałam siedmiu betaczytelników, których znałam osobiście i sama poprosiłam ich o ocenę mojej książki. Wszyscy z ochotą się zgodzili. A potem…

Część z nich odpadła niemal na starcie, twierdząc, że “książka jest nudna”.

Inna część dotarła do jakiejś połowy, po czym zaprzestała działań z tajemniczych powodów.

Ci, którzy dotrwali do ostatniego rozdziału, wyrazili rozczarowanie tempem akcji. Spodziewali się, że do końca pierwszej części stanie się więcej. Że w fabule będzie się działo bardziej epicko i spektakularnie. Według nich działo się niewiele. W dodatku byłam zadowolona ze sceny, którą zakończyłam tom pierwszy, bo wydawało mi się, że to taki ważny moment i że doskonale zamyka akcję, ale betaczytelnikom przyniósł on tylko zawód.

“W książce nic się nie dzieje”. “Książka urywa się w losowym miejscu akcji”.

Wniosek: W książce musi dziać się więcej. Przy okazji, prolog też jest do kitu.

Druga runda beta

Drugą wersję przygotowałam już o wiele lepiej. Skróciłam prolog; właściwie to przepisałam go całkiem na nowo. Dodałam kilka wątków z nowymi bohaterami. Z pierwotnego tekstu trochę wyrzuciłam i zostawiłam tylko to, co wydawało mi się ważne. Ostatni rozdział zawierał tę samą scenę, która kończyła pierwszą wersję, ale scena ta nabrała innego wydźwięku. Wcześniej była nijakim urwaniem wątku; teraz, dzięki poprzedzeniu jej nowymi, dramatycznymi wydarzeniami, stanowiła przyjemne, łagodne zamknięcie pewnego etapu. Ostatecznie tekst miał w przybliżeniu tyle samo stron, co wersja pierwsza, ale o wiele więcej się w nim działo. Był przypakowany, a ja znów czułam się dumna.

Tym razem powieść spodobała się o wiele bardziej. Usłyszałam upragnione “W tej książce coś się dzieje”.

Z zadowoleniem uznałam, że na razie tekst może się odleżeć, a ja zabiorę się w tym czasie za część drugą.

Olśnienie

Zabrałam się więc za drugi tom… i okazało się, że nie starczy mi na niego materiału fabularnego.

W powieści ma miejsce pewne wydarzenie, nazwijmy je roboczo Wydarzeniem X, którym zamierzałam zakończyć część drugą. Stanowi ono solidne domknięcie pewnego etapu fabuły i przesunięcie go w środek tomu wyglądałoby dziwnie, biorąc pod uwagę to, co planowałam pisać dalej. Próbowałam kombinować z dorzuceniem większej liczby wydarzeń, ale nie mieściły się one w ograniczeniach, które narzucała mi linia czasowa (o czym też kiedyś powiem, bo mój związek z timelinem tej powieści jest niewiarygodnie burzliwy). W końcu do mnie dotarło.

Nie mam tyle fabuły, żeby była z tego trylogia. Ten pomysł trzeba porzucić.

Mogłabym tu powiedzieć, że był płacz i zgrzytanie zębów, ale nic takiego nie nastąpiło. Wprawdzie od samego początku miałam w głowie, że będę autorką trylogii, ale realistyczna ocena tego, co mogłam w tamtym momencie zrobić z fabułą, nielitościwie wskazywała na konieczność pożegnania się z takim nastawieniem. To z kolei oznaczało, że czekało mnie dużo pracy, żeby zmienić strukturę powieści i pomieścić ją w dwóch tomach zamiast trzech.

Wersja trzecia

Nożyczki poszły w ruch.

Wywaliłam prolog. Tak naprawdę był, bo chciałam go mieć, a nie dlatego, że miał sens.

Wywaliłam mnóstwo niepotrzebnych dialogów, które były tylko długimi pogawędkami przy ognisku zawierającymi infodump. Nie wnosiły niczego. Zostawiłam jedynie rzeczy niezbędne.

Zakończenie pierwszej części zmodyfikowałam i umieściłam w połowie książki… ale przedwczoraj je wywaliłam, bo w sumie ten wątek jest mi niepotrzebny (a taki był ważny w pierwszej wersji!). Wydarzenie X to teraz ostatni rozdział pierwszego tomu. Trzeci tom pozostał tym, czym miał być, za wyjątkiem tego, że teraz jest tomem drugim.

Obecna wersja książki jest o kilka stron krótsza niż poprzednie, ale zawiera najwięcej treści z nich wszystkich. I ta wersja, jak sądzę, będzie już ostateczna, jeśli chodzi o strukturę fabuły.

Lepiej krócej, a treściwiej

Przez długi czas najlepszą decyzją dla mojej powieści było umieszczenie w niej dodatkowych wątków z wersji drugiej. Ta decyzja została później zdetronizowana przez skrócenie całości o jeden zbędny tom.

Wiem, że każdy chciałby napisać trylogię. To takie piękne słowo, niosące ze sobą jeszcze piękniejsze konotacje. Czasem jednak warto sobie odpuścić. W moim przypadku porzucenie pomysłu dzielenia fabuły na trzy części zdecydowanie poprawiło jakość tekstu.

Jeśli zastanawiasz się nad trylogią (czy pięcioksiągiem, czy siedmioksiągiem), odpowiedz sobie na te pytania:

  • Dlaczego chcesz pisać serię? Czy dlatego, że masz dużo pomysłów na fabułę, czy po prostu chcesz mianować się autorem serii?
  • Czy masz odpowiednio dużo wydarzeń, żeby wypełnić trzy/pięć/siedem książek?
  • Czy struktura Twojej historii pozwala na podział na tomy? Pamiętaj, że każda książka musi być stosunkowo zamkniętą całością, a więc musi mieć punkt kulminacyjny gdzieś w okolicach końca. Czy masz siedem punktów kulminacyjnych dla każdego z planowanych siedmiu tomów? Jeśli zamierzałeś/aś po prostu napisać długą historię i podzielić ją na części co 200 stron, to mam dla Ciebie złe wieści.
  • Czy części różnią się od siebie na tyle, żeby mogły być osobnymi bytami? Nawet jeśli masz punkt kulminacyjny, to kolejny tom powinien wnosić coś nowego. W moim przypadku pod koniec pierwszej części wielu bohaterów znajduje się w zupełnie innym położeniu niż na początku, więc w tomie drugim ich decyzje i wzajemne relacje będą się różniły od tych z tomu pierwszego. Część drugą zacznę też rozdziałem, którzy rzuci zupełnie inne światło na dotychczasowe wydarzenia. Czy potrafisz w podobny sposób uzasadnić swój podział na tomy?

Kwestia debiutu

Jeśli tak jak ja jesteś debiutantem, to musisz zwrócić uwagę na jeszcze jedną sprawę. Otóż w przypadku nieznanych nazwisk czytelnicy chętniej kupują książki będące zamkniętą całością niż pierwsze tomy serii. To dlatego, że pojedyncza książka jest mniejszą inwestycją. Nawet jeśli się zawiodą, to przynajmniej znają zakończenie i nie zostają z poczuciem, że nie mieli z tego ani rozrywki, ani satysfakcji.

Ja nie mam możliwości skrócenia mojej powieści jeszcze bardziej, więc będę musiała podjąć ryzyko debiutowania (mini)serią. Zastanów się jednak dobrze, czy jest to najlepsza droga dla Ciebie. Może warto zaplanować jeden ciekawy, napakowany akcją tom, zamiast rozwlekłej i nudnej trylogii.

 

Podziel się tym wpisem w mediach społecznościowych

Powiązane wpisy

Powiadamiaj o
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
trackback

[…] Romans ten miał rozgrywać się w drugiej części książki (tej, co to kiedyś miała być częścią trzecią). To był mój ulubiony planowany romans w tej książce. […]

trackback

[…] Wam historię pewnej burzliwej miłości. Historię tę obiecałam już kilka razy i wreszcie nadszedł czas, aby się nią […]

Powrót do góry strony