Menu Zamknij

Obóz integracyjny: Wycieczka

Data publikacji: 2019-12-17

Piąty dzień obozu wypadł w niedzielę. W związku z tym część klasy pod przewodnictwem pani Olgi wybrała się do kościoła na mszę o dziesiątej trzydzieści. W grupie tej znalazły się Justyna i Iza. Justyna dołączyła do reszty dobrowolnie; Iza natomiast padła ofiarą namów Krystiana, które nawet przy dużej dozie dobrej woli można było uznać jedynie za nachalne. Nie potrafiła jednak skutecznie mu odmówić, więc, żegnana z okna przez szeroko uśmiechniętego Adasia, wybrała się na mszę, pozostawiając Hanię i Anetę same.

Ponieważ Aneta ostentacyjnie nie odzywała się do Piotrka, przyjaciółki spędziły cały poranek snując się wokół ośrodka. Miało to swoje złe strony – stwarzało ciągłą, nieznośną obawę z tyłu głowy, że natkną się na persona non grata – lecz miało też i plusy. Niedługo po śniadaniu na ławce przed ośrodkiem znalazł je Staszek, który ponownie wyraził skruchę z powodu niedopilnowania Piotrka i upewniał się, że Hania nie wzięła sobie do serca ostrych słów Natalii. Jego zainteresowane, choć podyktowane raczej uprzejmością niż czymkolwiek głębszym, rzeczywiście podniosło Hanię na duchu. Później natomiast one same natknęły się na niezmordowanie rysującą Sarę, która ulokowała się tym razem na plażowej skale. Po raz pierwszy miały okazję zajrzeć do jej szkicownika. Anecie zaświeciły się oczy, gdy okazało się, że Sara rysuje postać z anime, a w dodatku robi to mistrzowsko.

– A narysowałabyś coś dla mnie? – podskakiwała w ekscytacji.

Sara uśmiechnęła się w sposób doskonale maskujący fakt, że pytanie to słyszała już około pięciuset razy od osób o skrajnie różnym stopniu zażyłości.

– Wiesz, ostatnio rzadko rysuję rzeczy na zamówienie…

Rysujesz rzeczy na zamówienie? – Aneta zachwyciła się jeszcze bardziej. Z wrażenia pośliznęła się na piasku i Hania w ostatniej chwili uratowała ją od upadku. – Masz jakiś biznes czy coś takiego?

– Nie – Sara krótko się zaśmiała, a dołeczki w jej policzkach jeszcze się pogłębiły. – Ale mam kilka swoich projektów i raczej skupiam się właśnie na nich.

– A jakie to projekty?

Już do obiadu słuchały opowieści na temat różnych planów Sary dotyczących głównie komiksów i promowania się na Tumblrze. Aneta zadawała mnóstwo pytań. Siedząca obok Hania przysłuchiwała się rozmowie w milczeniu. Sara mogła tego nie dostrzegać, lecz Hani entuzjazm Anety wydawał się delikatnie przesadzony.

Podobnie jak Sara, usadowiły się na niskich plażowych skałach. Hania zatopiła dłoń w nagrzanym piasku. Gdy zaczęła przebierać palcami, ziarenka jedno po drugim stoczyły się po jej skórze i dłoń samoistnie wychynęła na powierzchnię.

Poprzedniego wieczora pan Marcin bez mrugnięcia okiem przyjął wiadomość o znalezisku Łukasza. Odhaczył coś na swojej liście i zaliczył zadanie. Nie zastanowiło go, dlaczego oprócz torebki z rzekomymi narkotykami pojawił się również notatnik Krzyśka. Czy to oznaczało, że był o wszystkim poinformowany przez pracowników ośrodka? Właściwie nigdzie nie było powiedziane, że należy znaleźć tylko trzy przedmioty – tę część zadania wszyscy sobie dopowiedzieli. Może od początku były cztery. Tak na wszelki wypadek, gdyby uczestnicy nie domyślili się wcześniej, że chodzi o narkotyki, organizatorzy zabawy podrzucali ostateczny dowód.

Do pokoju numer dwanaście mieli mieć dostęp jutro. Dziś natomiast zaplanowano wycieczkę krajoznawczą po pobliskich wzgórzach. Aneta i Piotrek uwielbiali się wspinać. Na pewno ten dzień wyglądałby inaczej, gdyby nie byli pokłóceni.

Czy powinna wyjść z inicjatywą i pogadać z Piotrkiem? A może właśnie nie, bo Aneta uznałaby to za bratanie się z wrogiem? Czasem Hania nie była pewna, jak jej przyjaciółka zareagowałaby na pewne rzeczy. Zresztą, sama myśl o wtrącaniu się w sprawy dwojga skłóconych ludzi już wywoływała u niej nieprzyjemne, znajome dreszcze.

Rozmowa Sary i Anety przeciągała się jednak coraz bardziej, dając Hani czas na zastanowienie się nad strategią. I w końcu natchnienie przyszło – bo był ktoś, kto mógł jej w tej sytuacji pomóc. Oczywiście wiązało się to z różnymi nieprzyjemnościami… nie, nie były to faktyczne nieprzyjemności. Nie wolno tak myśleć. Bastian był bardzo w porządku i nic jej z jego strony nie groziło oprócz samej konieczności podtrzymywania z nim rozmowy, która będzie po prostu żywiołowa.

Do ośrodka wróciły pół godziny przed obiadem, zostawiając Sarę jeszcze na chwilę samą, aby mogła dokończyć rysunek. Anecie, jak się okazało, udało się jednak coś ugrać. Sara obiecała jej, że gdyby znalazła chwilę odpoczynku od tworzenia własnych projektów, mogłaby poświęcić trochę czasu na rysunek bohaterki jednego z ulubionych anime Anety. Hania słyszała tę obietnicę i postanowiła nie dzielić się z przyjaciółką swoim wrażeniem, że Sara składała takie przyrzeczenia jedynie po to, aby uwolnić się od nagabujących ją fanów japońskiej animacji.

Podczas obiadu Iza i Justyna opowiedziały im o tym, jak piękne zdobienia miał kościół i jak ładnie pani Olga umiała zaśpiewać nawet najwyższe tony każdej pieśni.

– Chociaż przyznam, że słuchałam jej tylko jednym uchem, bo drugie nadstawiałam w twoją stronę – mówiła Iza z dziwną pretensją w głosie. – Nic nie mówiłaś, że jesteś muzycznie utalentowana.

– Nie jestem – Justyna przebierała widelcem w swoim ziemniaczanym puree. – Tak sobie tylko śpiewam.

– „Tak sobie” – Iza znacząco spojrzała najpierw na Anetę, a potem na Hanię. Zamaszyście chwyciła kubek z kompotem. – Wszyscy są jacyś uzdolnieni w tej klasie. Najpierw Seba rapuje, potem ty śpiewasz jak gwiazda popu, teraz jeszcze Sara jest Picasso… Zostawiacie mnie w tyle.

– Spoko, ja też jestem całkowicie normalna – pocieszyła ją Aneta.

Iza położyła jej dłoń na ramieniu, a w jej oczach zaświeciła się cała wdzięczność świata.

– Dzięki.

Obiad był krótki. Już pół godziny później trzeba było wyruszyć z ośrodka autokarem, aby dojechać na miejsce wspinaczki. Choć należy zaznaczyć, że zarówno Krystian, jak i Aneta upierali się, że chodzenie po wzgórzach to żadna wspinaczka, a zwykły spacer rekreacyjny.

Hania wsiadła do autokaru, celowo unikając Natalii. Ta najwyraźniej również nie kwapiła się do rozmowy, ponieważ nawet nie spojrzała w jej stronę. Hania nie liczyła na żadne przeprosiny; miała tylko nadzieję, że kłótnia nie potoczy się dalej. Wyglądało jednak na to, że wszystko, co miało zostać wygarnięte, zostało już wygarnięte po wyjściu jej i Justyny z sali konferencyjnej. Klasa rozsiadła się w autokarze w atmosferze napięcia, a wszelkie rozmowy prowadzono zazdrosnym szeptem, aby nawet sąsiedzi nie mogli ich usłyszeć.

Hania i Aneta zajęły miejsca w trzecim rzędzie, zaraz za Izą i Justyną. Aneta, która była wyższa, wrzuciła swój plecak i torbę Hani na siatkową półkę nad fotelami. Do autokaru wsiadł Piotrek. Na jego ciche „sory” Aneta przesunęła się, aby mógł przejść dalej, lecz poza tym zdawała się nie zauważać jego egzystencji.

Hania oparła czoło o szybę. Choć w teorii decyzja została już podjęta, to w praktyce jej umysł nadal miotał się na wszystkie strony, usiłując jakoś pogodzić dwa sprzeczne impulsy. Nie wtrącać się w cudze kłótnie. A jednocześnie pomóc przyjaciółce.

Ciekawe, czy Justyna miałaby ten sam dylemat. Justyna, która też doskonale wiedziała, czym grozi wplątanie się w walkę między dwiema przeciwnymi sobie siłami. Wczoraj usunęła się z pola bitwy – lecz trzeba też przyznać, że wynik starcia nie był dla niej osobiście istotny. Z jej perspektywy kłótnię mógł wygrać zarówno Adaś, jak i Natalia, i w życiu Justyny niczego by to nie zmieniło.

W życiu Hani zmieniłoby się wiele, gdyby Aneta i Piotrek nie zamierzali się szybko pogodzić.

Hania kontemplowała różne scenariusze przez kolejne kilka minut, korzystając z tego, że Aneta została zagadana przez Izę. I dopiero po tym, jak przemieliła w myślach najczarniejsze możliwości – włącznie z tym, że zarówno Aneta, jak i ona sama mogłyby znaleźć się w centrum konfliktu dzielącego całą klasę na dwa obozy – coś w jej głowie przeskoczyło i pędzący na złamanie karku pociąg myśli zwolnił do spokojnego tempa.

Choć jej twarz pozostała idealnie neutralna, w duchu Hania krzywiła się z irytacją na własną nieuwagę. Znów to zrobiła. Znów zaczęła wymyślać nie wiadomo co, mimo że przecież Aneta i Piotrek byli ludźmi rozsądnymi. Dobrze, zdarzało im się dać ponieść emocjom, ale bez przesady. W tych kilku sprzeczkach, których Hania była świadkiem, nikt nie rzucał talerzami z furią w oczach, nikt nie musiał potem spać w śpiworze na korytarzu i nikt też nie chodził nocą po domu z wiszącą nad nim chmurą gradową, gotową rozpętać burzę każdemu, kto ośmielił się stanąć na jej drodze.

Już cztery lata w domu nie było burzy, a ona nadal nie przyzwyczaiła się do spokoju.

– W porządku? – zapytała Aneta z troską. Obrazek postaci z anime – ten, o którego reprodukcję rano prosiła Sarę – śmiesznie wykrzywił się na jej koszulce, gdy skręciła tułów w stronę Hani.

– Tak, a u ciebie? – odparła Hania, prostując się w fotelu.

Aneta zawahała się tylko przez sekundę.

– Tak, spoko.

Autokar ruszył.

Do celu dotarli czterdzieści minut później. Pan Marcin wysiadł pierwszy. Uzbrojony w turystyczny plecak, czapkę z daszkiem oraz skórzaną kamizelkę, którą założył na koszulę z krótkim rękawem, gwizdem nawoływał licealistów do siebie.

Klasa wysypała się na brukowany parking, który jako jedyne miejsce w zasięgu wzroku był równoległy do poziomu morza. Poza tym otaczało ich różnego rodzaju spadziste podłoże: gładka ulica biegnąca dalej w górę oraz przyległe trawniki, z których pnące się do chmur drzewa zdawały się wystawać pod dziwnym kątem. Po drugiej stronie ulicy, za trawnikami, rozpoczynał się szlak turystyczny prowadzący na szczyt wzgórza. Tam, oprócz podziwiania widoków, mieli odwiedzić grób księdza z piętnastego wieku, a następnie ruszyć dalej w około trzygodzinną trasę.

Pani Kinga i pani Olga, obie w zwykłych koszulkach i krótkich spodenkach, rozmawiały przyciszonymi głosami w oczekiwaniu na uczniów. Każda z nich miała w ręku rozkładaną ulotkę, zapewne traktującą o okolicznych atrakcjach. Zanim jednak wyruszyli w trasę, ulotki służyły nauczycielkom za wachlarze. Po chwili do pani Olgi podeszła Justyna i pani Kinga postąpiła kilka kroków w bok, aby im nie przeszkadzać.

– Z życiem, z życiem! – poganiał pan Marcin.

Ku ogromnej uldze Hani, Piotrek wysiadł z autokaru w towarzystwie Łukasza. To oznaczało, że miała szansę złapać Bastiana na osobności. Pozostawało tylko pytanie, jak niepostrzeżenie wymknąć się Anecie.

Krystian pomagał Izie skrócić ramiączka plecaka do odpowiedniej długości. Słońce odbijało się w jego ciemnych okularach, zasłaniając jego niewątpliwie skupioną minę. Hani przyszedł do głowy pewien pomysł.

– Nie możemy jej zostawić samej – szepnęła do Anety, wskazując głową na Izę. – On ją zamęczy na śmierć.

– Racja – Aneta na szczęście postanowiła stanąć na wysokości zadania. Tak jak i za pierwszym razem, Krystian nie miał z nią szans. Gdy wcięła się w jego rozmowę z Izą, ta ostatnia przyjęła jej towarzystwo z entuzjazmem.

Krystian zaczął się w duchu zastanawiać, czy właściwie w ogóle lubi Anetę. Niechęć przeszła mu dopiero wtedy, gdy Aneta zaczęła opowiadać o wyprawach górskich, na które często wybierała się z rodzicami w dzieciństwie. Kiedy gwizd pana Marcina oznajmił wymarsz, dyskusję prowadzili już we dwójkę, od czasu do czasu wciągając w nią Izę oraz oglądając się, by sprawdzić, czy idąca z tyłu Hania im się nie zgubiła.

W wycieczce tej nie było nic niezwykłego. Jak każda inna wycieczka, wkrótce po wejściu na szlak rozciągnęła się na przestrzeni kilkudziesięciu metrów, mimo że miała tylko dwudziestu uczestników. Pana Marcina, który prowadził, łatwo było dostrzec między drzewami, gdy czoło grupy skręcało jego śladem na zygzakowatej ścieżce. Pani Kinga i pani Olga szły z tyłu, pilnując i od niechcenia poganiając opieszałych.

Hania szybko odpadła z peletonu. Nie miała szans dorównać ani zaprawionym w górskich bojach Krystianowi i Anecie, ani Izie, która codziennie rano biegała wokół ośrodka. Zresztą oni również przestali się tak często za nią oglądać. Po cichu więc kroczyła coraz wolniej, aż wreszcie, zamiast na czele, znalazła się w środku prącej naprzód grupy. Mimo to Łukasza i Piotrka miała jeszcze daleko za sobą, więc szczęśliwie nadal nie musiała się nimi przejmować.

Teraz Sebastiany szli przed nią po lewej. Z początku żwawi, później zajęci żywiołową rozmową zostawali w tyle coraz bardziej, aż wreszcie prawie zrównali się z Hanią. Ta zaś zebrała siły. Na trzy. Zagada do nich na trzy.

Raz… dwa… trzy!

Sebastiany przeszli obok niej, ledwo ją zauważając. Pewnie dlatego, że w ogóle się nie odezwała.

Dlaczego to zawsze musiało tak wyglądać? Dlaczego nie mogła urodzić się taką Izą albo choćby Piotrkiem, który może nie był szczególnie wygadany, ale przynajmniej nie miał problemu z prowadzeniem normalnej rozmowy? I nie musiał dokładnie układać sobie w głowie każdego zdania, które zamierzał wypowiedzieć.

Ugh! Nie, tak być nie może! Przecież ani Seba, ani Bastian w ogóle nie są groźni!

– He… hej.

Seba podniósł głowę. Jego pytający wzrok na dłużej zatrzymał się na Hani, która teraz szła trochę na oślep, bo odwracała się w ich stronę.

– Mówiłaś coś?

– Mam… sprawę do Bastiana.

Teraz obaj na nią spojrzeli. Seba trącił Bastiana pięścią, tajemniczo się uśmiechając.

– No to ja, tego, nie będę wam przeszkadzał, nie?

Tanecznym krokiem odpadł do tyłu, a po chwili namysłu przeszedł na prawą stronę ścieżki. Zwolnił jeszcze trochę i w końcu dołączył do Piotrka i Łukasza.

Bastian lekko podniósł daszek swojej czapki, żeby lepiej widzieć Hanię.

– O co chodzi? – zapytał spokojnym, zupełnie nie pasującym do niego tonem. Hania rozluźniła ramiona i głęboko odetchnęła.

– Chciałabym… poprosić cię, żebyś porozmawiał z Piotrkiem.

– Aha – z ust Bastiana zniknął uśmiech. – Rozumiem. A co mówi Aneta?

– Nic nie mówi – Hania wzruszyła ramionami, opuszczając wzrok na usianą kamieniami ścieżkę. – To znaczy, teraz już nic, ale wczoraj miała żal, że Piotrek jest samolubny i leniwy, że nic mu się nie chce…

– Nie każdemu musi się podobać taka gra – uznał Bastian, a Hania poczuła bolesne ukłucie niepokoju. Nie zgadzał się z nią. Nie pomoże jej i pewnie jeszcze da jej wykład o tym, jak to nie można ludzi zmuszać do dobrej zabawy.

Milczenie trwało dobre pół minuty. Hania gorączkowo zastanawiała się, jak przekonać Bastiana do współpracy. On zaś szedł obok, robiąc powolne, lecz długie kroki, szerokimi nogawkami dżinsów zamiatając piasek ze ścieżki. Wreszcie trącił jej ramię, żeby podniosła głowę i na niego spojrzała.

– Spróbuję z nim pogadać – powiedział, a z Hani, mimo niepomiernego zdumienia, uszło całe napięcie.

– Naprawdę?

– No – Bastian z przekonaniem pokiwał głową, trochę w jej stronę, a trochę jakby do siebie. – Jednak coś trzeba zrobić. Myślałem, że się dzisiaj jakoś dogadają, ale rano tylko cały czas graliśmy, a teraz w ogóle się do siebie nie odzywają. Masz rację, że nie można tak bezczynnie siedzieć.

– Dzięki – wybąkała Hania, czując, że za chwilę rozpłacze się ze stresu i ulgi jednocześnie.

– Jesteś w porządku, wiesz? – Bastian znów ją trącił, lecz tym razem przyjaźniej. – Wiem, że nie chciałaś ze mną gadać, a jednak przyszłaś, żeby im pomóc.

– Nie, że nie chciałam… – wystraszyła się Hania, ale Bastian uśmiechał się do niej.

– Przyjechaliśmy tu cztery dni temu i nie odezwałaś się do mnie ani słowem. Dopiero teraz. Ale spoko, ty w ogóle nie lubisz gadać, nie? Pewnie się mnie bałaś, bo ja gadam dużo.

Teraz nawet Hania pozwoliła sobie na lekki uśmiech.

– Może trochę – przyznała cicho.

– Co tak słabo? Ciągle się mnie boisz?

Hania przymrużyła oczy, bo słońce wyszło zza chmur i zaświeciło jej prosto w twarz. Osłonięty daszkiem czapki Bastian przyglądał się jej tak przyjaźnie i zachęcająco, że i stres, i ulga, i w ogóle całe napięcie związane z sytuacją Anety zaczęło znikać. Hania nigdy wcześniej nie spotkała osoby, która miałaby na nią tak kojący wpływ.

– Wiesz co – odwzajemniła jego uśmiech i było to niesamowicie łatwe i naturalne. – Chyba już nie.

– No to super! – ucieszył się Bastian, delikatnie klepiąc ją w plecy. Ruszył do przodu żwawiej i Hania musiała podbiec, żeby dotrzymać mu kroku. – Więc jesteśmy umówieni. Na razie zrób tak, żeby Aneta znowu nie wybuchła. A Piotrka zostaw mnie. Zajmę się tym jeszcze dzisiaj.


Czytaj dalej! Część 12: Pokój numer 12

Powiadamiaj o
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Powrót do góry strony