Menu Zamknij

Obóz integracyjny: Ognisko cz. II

Data publikacji: 2019–11–04

Tak się chyba czuły czarownice palone na stosie. Obserwowane przez nieprzychylny tłum, zmagające się z pełznącym po ich ciałach gorącem, pełne wstydu i przerażenia. Dokładnie tak samo, jak Hania w tej chwili.

– Jestem… Hania…

Aneta na chwilę zapomniała, że jest obrażona na Piotrka, i skupiła swoją uwagę na przyjaciółce. Może jednak tym razem będzie dobrze! Może Hania nie spanikuje i pierwsze wrażenie na jej temat będzie pozytywne!

– …i lubię… surówkę z marchewki.

Och.

Hania opadła z powrotem na ławkę, jakby ktoś jej podciął nogi. Wbiła wzrok w czubki swoich adidasów, niemrawo trącając nimi krótkie źdźbła trawy. Siedząca obok niej Iza wstała. Jej nerwowy śmiech miał rozładować napięcie i sprawić, żeby klasa zapomniała o wpadce poprzedniczki, lecz sama Hania wiedziała, że to i tak nic nie da. Znowu będzie chodzić do szkoły z ludźmi, którzy uważają ją za frajerkę.

Aneta pochyliła się w jej stronę.

– Nie było tak źle – skłamała szeptem.

Hania pokiwała głową, żeby pokazać, że docenia ten gest. Nadal nie podnosiła wzroku. Na kolejnej ławce po prawej, blisko Izy, krzywiła się wysoka, postawna dziewczyna. Hania czuła na sobie jej pogardliwy wzrok. Nawet jeśli reszta klasy wybaczy jej to potknięcie – choć w sumie trudno było w to wierzyć – to ta dziewczyna jeszcze długo jej tego nie zapomni.

Niektórzy ludzie nienawidzą wszelkich przejawów słabości. Natalia – bo okazało się, że tak właśnie dziewczyna ma na imię – pewnie była jedną z nich. Sama Hania nie uważała się jednak za osobę słabą. Strachliwą, tak. Ale nie słabą. Potrafiła przecież wiele wytrzymać. Po prostu publiczne przemawianie pozostawało poza strefą jej komfortu.

Łańcuch przedstawiania się szedł dalej.

– No co ty, nie możesz się tak denerwować – szturchała ją Iza, kręcąc głową, aż kołysała się jej podwinięta na końcach jasna kitka. – Nerwicy się nabawisz.

– Zawsze tak było – odparła Aneta, rozkładając ręce.

– No co ty – powtórzyła Iza wolniej i z większym naciskiem. – I nic z tym nie zrobiłyście?

– Nie dało się.

– A tam, „nie dało się”! Wszystko się da!

Hania spojrzała na nią, komicznie marszcząc brwi. Nie podobała jej się ta wypowiedź. Iza natomiast raźnie poklepała ją po ramieniu.

– Wyjdziesz z tego, spokojna głowa!

To samo mówiła pani w przedszkolu. I wychowawczyni w podstawówce. Nigdy takie zapowiedzi nie kończyły się dobrze. Na przykład jak wtedy, gdy polonista, również głęboko przekonany o ukrytych zdolnościach Hani, zmusił ją do recytowania „Ody do młodości” przed całą klasą. Stała tam cała czerwona, ledwo dukając z podręcznika, który trząsł się w jej dłoniach. Dopiero coraz bardziej natarczywe prośby Anety wreszcie przekonały nauczyciela do puszczenia Hani wolno.

Słowa Izy niosły ze sobą obietnicę podobnej tragedii.

Po Natalii przedstawiło się jeszcze osiem osób. Laura i Weronika, wyglądające nienagannie nawet po wielogodzinnej podróży. Renata, ruda dziewczyna o licznym rodzeństwie. Pulchna Sara. Adaś, brat Izy. Staszek, od niechcenia czyszczący swoje prostokątne okulary. Jakub, umięśniony i wysoki, który wygłosił odważną i stanowczą deklarację na temat swojej orientacji seksualnej. Na końcu Krystian, który przez swoją drobniejszą budowę ciała wyglądał obok Jakuba na dużo młodszego.

Pan Marcin, który odzyskał już humor, z zadowoleniem zacierał ręce.

– Wspaniale! Wszyscy już się znamy. To teraz może poprosimy o wyjaśnienia dotyczące naszej zabawy detektywistycznej.

Hania wreszcie uniosła głowę i słabo uśmiechnęła się do siebie, stwierdzając z ulgą, że nikt już na nią nie patrzył. Słońce stało nisko nad horyzontem, rzucając na zebranych ostre, pomarańczowe światło. Wysoka temperatura wreszcie trochę opadła. Siedząca niemal naprzeciw Hani Sara już mniej desperacko wachlowała się szkicownikiem, a Bastian rzadziej wiercił się w swojej cienkiej bluzie. Raczej nie miał pod nią koszulki, bo inaczej na pewno by ją zdjął. Pani Kinga jednak nadal wysuwała palce stóp przez przedni otwór sandałów, zapewne starając się choć przez chwilę dotknąć nimi chłodnej trawy.

Obok nauczycieli stała teraz ta sama przebrana pokojówka, która przyniosła dziewczętom list. Hania nie zauważyła jej przyjścia. Pan Marcin przepuścił ją do przodu, żeby mogła stanąć przed wszystkimi i wygłosić ustaloną treść zadania. Bastian szturchnął Sebę i obaj wyczekująco wpatrzyli się w kobietę. Aneta z kolei starała się powściągać swój entuzjazm, ale jej oczy też błyszczały.

– Dobry wieczór – zaczęła pokojówka, splatając dłonie na wysokości pasa. – Jak państwo wiedzą, dotknęła nas wielka tragedia. Zaginął nasz poważany profesor Malinowski. Śledztwo policyjne wykazało, że sprawa ma ścisły związek z ośrodkiem. Wezwaliśmy tu państwa, aby pomogli nam państwo odnaleźć profesora.

– Spokojna głowa! – zapewnił ją Bastian. Kilka osób zachichotało.

– Absolutnie nie mam wątpliwości, że państwo sobie poradzą – pokojówka uprzejmie skinęła mu głową. – Przygotowaliśmy jednak serię zadań, które mają państwu ułatwić śledztwo i pozwolić na uporządkowanie informacji. Kolejne zadania będą państwo otrzymywali średnio co dwa dni.

– A czemu tak rzadko? – pytał Bastian.

– Zwykle całość trwa około tygodnia i zadania są codziennie, ale państwo przyjechali na dwa tygodnie, więc trochę dostosowaliśmy tempo.

– A to takie trudne te zadania, że można robić tylko jedno dziennie?

Pokojówka uśmiechnęła się.

– Może nie trudne, ale czasochłonne.

– Daj jej skończyć – skarcił go Seba. Pan Marcin milcząco go poparł, posyłając Bastianowi gromiące spojrzenie.

Pokojówka wdzięcznie poprawiła cienki kosmyk włosów, który z powodu lekkiego wiatru ciągle opadał jej na twarz.

– Część zadań będzie się odbywała na terenie ośrodka, a część w najbliższej okolicy. To nie będzie problem? – obejrzała się na nauczycieli.

– Nie, już mamy wszystko ustalone – odparła pani Kinga.

– Doskonale. Śledztwo polega na odkrywaniu kolejnych wskazówek, które w końcu doprowadzą państwa do rozwiązania zagadki.

– A kiedy zaczynamy? – zapytała Sara.

– Już od jutra.

Po zebranych przebiegł pomruk zaciekawienia. Pokojówka wyjęła z kieszeni fartucha cztery kartoniki. Po kolei wręczyła je Staszkowi, Sarze, Izie i Sebie, prawdopodobnie dlatego, że to właśnie oni odebrali od niej pierwszy list. Było jeszcze na tyle jasno, żeby można było odczytać treść kartoników.

 

Zadanie Numer Jeden: Wizyta na Targu

Odwiedź pobliski targ i porozmawiaj ze sprzedawcami, aby dowiedzieć się więcej o zaginionym profesorze.

Wskazówka: Nie wszystkie informacje będą istotne, a niektóre mogą wręcz okazać się specjalnie zwodnicze!

 

– Pierwsze zadanie polega na zdobyciu informacji na targu – pokojówka streszczała zapisaną wiadomość. – Profesor Malinowski często na targu bywał i miał tam wielu przyjaciół, ale również i kilku wrogów. Wierzymy, że najlepiej śledztwo rozpocząć właśnie tam.

– Ale nikt nas nie wyrzuci ze sklepu, jak nagle zaczniemy pytać o jakiegoś profesora? – upewniał się Bastian.

– Nie. Wszyscy dobrze znają sprawę profesora Malinowskiego.

– Pewnie dostają jakąś kasę za rozmawianie z turystami – uznała Iza półgłosem, obracając kartonik, aby sprawdzić, czy coś jest napisane na odwrocie. Niczego jednak nie znalazła.

– Ja myślę, że wystarczy im zaganianie mieszkańców ośrodka prosto na ich stragany – odparła Aneta.

– Na wykonanie zadania będziecie mieli czas rano i po obiedzie – mówił pan Marcin. – Wieczorem zbierzemy się w sali na parterze i omówimy wyniki śledztwa. Jak wszystko pójdzie gładko, to potem przejdziemy do następnego etapu.

– Pójdziemy razem? – zagadał Piotrek Anetę. – Możemy przy okazji popatrzeć na pamiątki. Mówiłaś, że chcesz dużo kupić.

– No dobrze – Aneta starała się, żeby jej głos nie zdradzał żadnego entuzjazmu, bo wolała uniknąć kolejnego rozczarowania, gdyby jednak zadanie nie przypadło Piotrkowi do gustu. Wydawało się jednak, że już jest mniej na niego obrażona. Piotrek ujął jej dłoń, a Aneta nie zabrała jej z jego uścisku.

Siedząca obok nich Hania zastanawiała się, co powinna zrobić. Wokoło rozbrzmiewały podniecone szepty; wszyscy łączyli się w pary lub grupki w celu wspólnego pójścia na targ. Staszek głośno zasugerował, żeby w takim razie podzielić targ na strefy i żeby każda grupa miała do odwiedzenia tylko kilka przypisanych sobie sklepów, dzięki czemu zaoszczędzą czas i wysiłek. Wszyscy się z nim zgodzili, więc Bastian szybko odszukał targ na Mapach Google i teraz wraz z Sebą, Staszkiem i Renatą dokonywali sprawiedliwego podziału pracy.

Iza dotknęła ramienia Hani, żeby zwrócić na siebie jej uwagę.

– Co się tak zastanawiasz?

– Myślałam, że… – Hania niepewnie obejrzała się na Anetę. Ta już otworzyła usta, prawdopodobnie chcąc zapewnić Hanię, że oczywiście może towarzyszyć jej i Piotrkowi. Iza postanowiła ją ubiec.

– Daj im iść na randkę! Ty pójdziesz ze mną.

– Ona chyba właśnie tego się obawia – zauważyła Aneta. – Ale przecież nie ma problemu, możemy iść we trójkę.

– Idźcie sobie sami, a ja zabieram Hanię i zobaczę, co się da zrobić z tą jej nieśmiałością.

Przerażoną minę Hani Aneta skwitowała krótkim:

– No, właśnie o tym mówię.

– Ja naprawdę… – próbowała się bronić Hania, ale Iza tylko założyła ręce na piersi i z nieznoszącym sprzeciwu uśmiechem powiedziała:

– Ustalone.

– Mogę iść z wami? – włączyła się Justyna.

– Jasne!

Hania wzrokiem szukała wsparcia u Anety. Ta pocieszająco poklepała ją po ramieniu.

– Wiesz co, może nawet wyjdzie ci to na zdrowie. I tak nie znasz tych sprzedawców, więc nawet jak powiesz im coś głupiego, to szybko zapomną i po problemie. Będzie dobrze, a jakby co to ja i Piotrek będziemy w pogotowiu.

Hani to wcale nie przekonało. Nie bała się, że powie coś głupiego; bała się w ogóle odezwać. Ale Aneta wyraźnie chciała iść z Piotrkiem, więc nie należało im przeszkadzać.

Tymczasem pokojówka pożegnała się, zostawiwszy ostatnie instrukcje nauczycielom. Na ławce obok ekipa pod przywództwem Bastiana rozdzieliła sklepy i teraz poszczególne grupy zaklepywały sobie strefy targowiska. Pan Marcin z kolei uznał, że wreszcie jest odpowiednio chłodno i z zadowoleniem zabrał się za rozpalanie ogniska.


Czytaj dalej! Część 6: Targowisko

Powiadamiaj o
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Powrót do góry strony