Menu Zamknij

Kasjon i Elena

Opublikowano 2021-05-31

W historii każdego kraju w szczególny sposób zapisują się wydarzenia tragiczne, takie jak wojny czy kataklizmy naturalne. Jednak kraje Hasta Mante regularnie doświadczają również pewnego innego nieszczęścia, które na Ziemi ani razu nie miało miejsca. Nieszczęściem tym jest śmierć Naznaczonego.

W takim dniu całe państwo pogrąża się w żałobie. Lecz co tam państwo? Czymże jest rozpacz nawet setek tysięcy osób, jeśli twoja własna rozpacz przytłacza cię jak gruby pień drzewa, który spadł na ciebie znienacka podczas wiosennego spaceru? Przytłacza tak bardzo, że czujesz, jakbyś zaraz miał wydać swoje ostatnie tchnienie, tak samo jak kobieta, która teraz leży przed tobą w pięknej, haftowanej złotem pościeli, w największej i najokazalszej komnacie świątyni, otoczona opieką, której nie powstydziliby się monarchowie. Tej kobiecie nie pomogły ani zdobione poduszki, ani prestiż stanowiska, a co najgorsze – nawet łaska bogini. A przecież gdy zachorowała, liczyłeś na to, że Wielka Elekte jednak się zlituje. Nie wiesz wprawdzie, czy potrafiłaby uleczyć swoją Naznaczoną, ale wiesz prawie na pewno, że mogłaby to zrobić jej matka. Potężna Bogini, rodzicielka wszystkich Pięciorga, która już tylu ludzi obdarzyła swą mocą uzdrawiania. Oni, mimo nadludzkiego wysiłku, nie potrafili uratować Eleny. Ale Bogini mogłaby. I gdybyś nie był Służebnym, tymczasowo pełniącym obowiązki Naznaczonego po śmierci swej ukochanej, to wręcz byś się na nią za to obraził. Nie pozwala ci na to wiara, lecz czujesz, że po raz pierwszy w życiu ta wiara w bogów się chwieje. I właściwie jeśli upadnie całkiem, to i tak będzie ci wszystko jedno.

Ganisz się w myślach. Nie wolno ci tak mówić, nawet do samego siebie. Z drugiej strony jednak czujesz satysfakcję. Jesteś ciekaw, czy wiedzą, co krąży po twojej głowie. Jesteś ciekaw, czy ich to boli. Masz nadzieję, że tak, bo nie ma przecież żadnego innego sposobu, w jaki mógłbyś ich zranić. Oni są bogami, a ty tylko człowiekiem, w dodatku takim, którego świat właśnie się rozpadł. Nie jesteś zdolny im zaszkodzić. Nie jesteś w ogóle zdolny do niczego, tylko do ściskania smukłej dłoni spoczywającej na białej kołdrze. Dłoń ta wciąż jest ciepła, choć już od dawna nie powinna – reszta ciała wystygła godziny temu, tylko tę dłoń nadal tulisz. Boisz się, że gdy ją puścisz, polecisz w dół i już nigdy nie ujrzysz słońca.

Wchodzi matka przełożona i nieśmiało ci przypomina, że ciało zmarłej Naznaczonej należy oddać kapłankom Bogini, aby mogły je przygotować do pogrzebu. Kręcisz głową, ocierając się czołem o tę ciepłą dłoń. Matka przełożona podchodzi do ciebie i kładzie rękę na twoim ramieniu. Chcesz prosić, błagać o jeszcze pół godziny, ale już wybłagałeś to, które właśnie upłynęło. Musisz wstać z klęczek. Podnosisz się jak głaz; niemal słyszysz szczękanie kamienia, gdy zmuszasz stawy do ruchu. Odstępujesz od łóżka tak na próbę, tak tylko na dwa kroki. Matka przełożona jak duch wsuwa się pomiędzy was i poprawia ułożenie wymiętolonej przez ciebie kołdry. Kapłanki Bogini musiały czekać za drzwiami, bo teraz wpływają do pokoju jedna po drugiej i otaczają łoże Córki Elekte. Powinieneś wyjść.

Powinieneś.

Tak, powinieneś.

Jeszcze pięć minut.

Matka przełożona delikatnie wypycha cię z komnaty. Wciąż szczękając jak kamień, wychodzisz.

Idziesz naprzód korytarzem, który znasz doskonale, bo w tej świątyni służysz już szósty rok. W którymś momencie korytarz się kończy, a ty wychodzisz na dziedziniec i siadasz na schodach. Kapłani i kapłanki chyba przechodzą obok, bo czasami odczuwasz delikatne muśnięcie powietrzem. Nie masz siły iść dalej. Z komnatą Naznaczonej łączy cię niewidzialna lina zrobiona z żelaza, której nie mógłbyś zerwać, choćbyś nawet chciał. A ty nie chcesz. Bez tej liny nie istniejesz.

Robi się coraz chłodniej, co rejestrujesz z zaskoczeniem. Matka przełożona wychodzi na dziedziniec i wciąż współczująco, lecz już z lekkim zniecierpliwieniem zgania cię ze schodów. Masz iść do domu. Nic tu po tobie. Elenie już nie pomożesz.

W klatce piersiowej odczuwasz gniecenie. Gdy bierzesz pełny oddech, to boli jeszcze bardziej, więc na krótkich wdechach i wydechach zmierzasz z powrotem do siebie. Nie oglądasz się wstecz, bo gdybyś to zrobił, nie potrafiłbyś zmusić się do kroczenia naprzód. Musisz iść naprzód. Nie masz innego wyjścia.

Twój dom leży o trzydzieści minut drogi od świątyni, ale ledwo wyszedłeś za bramę przybytku Elekte, a już masz przed sobą znajome drzwi malowane w duże, czerwone kwiaty. Te kwiaty wyszły spod ręki Eleny. Gdy wejdziesz do środka, czeka cię coś jeszcze gorszego: widok waszej wspólnej sypialni, którą sama urządzała – bo ty, choć też artysta, to akurat na wnętrzach niezbyt się znasz – oraz leżący na komodzie złoty wieniec, przysłany z rodzinnej wioski przez jej babcię, który Elena miała mieć na głowie podczas waszej ceremonii ślubnej. Gdy o tym myślisz, zdajesz sobie sprawę, że to na ciebie spada obowiązek poinformowania rodziny o śmierci ich córki i wnuczki. W ogóle nie jesteś na to gotów.
Nie jesteś gotów na nic, szczególnie na oglądanie sypialni i wieńca, więc siadasz pod progiem domu i obejmujesz się ramionami. Po wielu godzinach wreszcie przysypiasz i tak upływa ci twoja pierwsza wdowia noc.

Drugi dzień jest gorszy niż poprzedni, bo dopiero teraz dotarła do ciebie nieodwołalność całej sytuacji. W świątyni oglądasz ciało Eleny, pięknie ubrane i przygotowane do pochówku. Prosisz matkę przełożoną, żeby ślubny wieniec pochowano wraz z Naznaczoną. Matka przełożona się zgadza, a potem litościwie każe ci podać jakiś posiłek, bo domyśla się, że przez cały dzień nic nie jadłeś.

Tę noc też spędzasz pod progiem domu.

Trzeci dzień jest jakby lżejszy, bo przez brak porządnego snu okrywa cię gruba warstwa otępienia, przez którą nic się nie przebija, więc niczego nie musisz udawać ani na nic reagować. Za dnia snujesz się po świątyni, a wieczorem wreszcie wchodzisz do domu. Wieniec od razu pakujesz w torbę – jutro zaniesiesz go kapłankom i oddasz im przed uroczystościami pogrzebowymi. W sypialni znajdujesz rozrzuconą pościel. Elena zawsze ładnie ją układała, ale od kiedy sypiałeś tu sam – bo jej stan już nie pozwalał na zwyczajowe powroty do domu po całym dniu pracy w świątyni – to wszystko jest w nieładzie. Tak już masz, taki już jesteś.

Uświadamiasz sobie, że twój dom już zawsze będzie tak wyglądał, bo od teraz nikt nigdy nie będzie ci suszył głowy o porządki.

Wreszcie coś w tobie pęka i przez pół nocy wyjesz w poduszkę.

Na pogrzebie masz opuchnięte oczy. Wszyscy udają, że wyglądasz normalnie. Sami król Lucjan i królowa Fisea składają ci kondolencje. Wiesz, że są szczere.

A kiedy pozłacane wieko zamyka w trumnie miłość twojego życia, czujesz nagłe tchnienie nadziei. Z początku nie wiesz, co ono oznacza i nie rozumiesz, czemu akurat teraz miałbyś odczuwać nadzieję, ale potem przypominasz sobie, że właśnie tak opisywała to Elena. Niespodziewany impuls. W jednej chwili zajmujesz się swoimi sprawami, a w następnej już wiesz, co stanie się w przyszłości. Moc Wielkiej Elekte, którą tymczasowo nosisz w sobie jako pełniący obowiązki Naznaczonego, przepływa przez twoje członki i rozjaśnia umysł. Ty już wiesz.

Od dnia piątego po prostu czekasz. Nic nikomu nie mówisz, tylko czekasz.

Dnia ósmego w świątyni zjawia się dwunastoletnia dziewczynka. Matka przełożona przedstawia ci ją tak, jakbyś nie wiedział, kim ona jest. Dziewczynka patrzy na ciebie wielkimi, niebieskimi oczami. Ma też długie, jasne włosy związane w koński ogon. Gdybyście z Eleną mieli córkę, mogłaby właśnie tak wyglądać. Oczywiście pod warunkiem, że nie odziedziczyłaby twojego paskudnego, krzywego nosa. Uśmiechasz się do siebie na ten pierwszy od ponad tygodnia żart, a dziewczynka nagle wygląda na spłoszoną. Jest nerwowa i chuda. Czemu jest taka chuda? Czy nikt jej nie karmi, czy co?

I wtedy jej twarz też się rozjaśnia. Ona też miała ten sam przebłysk, co ty parę dni wcześniej. To był twój jedyny przebłysk podczas tego krótkiego okresu sprawowania obowiązków Naznaczonego; teraz to ta dziewczynka będzie dźwigać brzemię wybranki bogów. A ty już wiesz, że będziesz jej w tym pomagał. Ona też to wie, bo uśmiecha się łagodnie. Ma dołeczki w policzkach i już pewniejszym głosem zagaduje cię o jakieś kwestie świątynne.

A ty, mimo wciąż rozdzierającej cię rozpaczy, mimo że jeszcze niejedną noc spędzisz ściskając poduszkę w gustownie urządzonej sypialni, to wreszcie czujesz, że chociaż na tę chwilę… znów zaświeciło słońce.

Powiadamiaj o
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Powrót do góry strony