Menu Zamknij

ballada o białej róży

W przeczystych wodach rzeki Mekeine bazie się kąpią wierzbowe,

Obok dziewiczy śmiech zapowiada zgodność i więzi nowe.

Gdyż ziemskie loki wnet się splatają z rudym Soenny warkoczem

I między światy przyjaźń się rodzi nad rzeki pochyłym zboczem.

Skąd zaś przybyła ta panna piękna?

Czy z nami dłużej tutaj zostanie?

Niosło się lasem, górą i polem to dociekliwe pytanie.

 

Na to pytanie odpowiedź przyszła niczym grom z nieba jasnego,

Bo oto Schete sam się upomniał o tę, co nie była jego.

Zniknął więc warkocz i śmiech w mig zamarł nad rzeki pochyłym zboczem

Lecz z ziemskiej dumy się narodziła moc, co najeźdźcę zaskoczy.

Nie wie on jeszcze, nie sądzi nawet

Że sam na siebie wyrok wydaje

Uprowadzając ten warkocz rudy, co to z Ziemianką przestaje.

 

Wtedy Dafira ramię uniosła, by mocą swoją Naznaczyć

I przez tę dziewkę nieustraszoną brata swym gniewem uraczyć.

Dziewce Sabina było na imię, lecz w ręku Najstarszej była

Niczym ta róża: choć piękna płatkiem, kolcami grozę budziła.

Dziewkę więc Białą Różą nazwano,

Młody Służebny śluby jej składał,

Gotów, by bronić swej Naznaczonej, choćby i życie postradał.

 

Ruszyli w podróż, by z Hasta Mante wroga podłego przegonić

I by Soenny rude warkocze przed jego żądzą obronić.

Wojenne wichry w oczy im piaskiem nie raz i nie dwa sypały

Lecz przeznaczenia łaska ich wiodła, dodając obojgu wiary.

Jedno przy drugim, więc nie dziwota

Że ich złączyło uczucie tkliwe

I choć pomiędzy światami stało, to stało zgoła szczęśliwe.

 

Jednak choć dwoje nieustraszeni, to wokół nich zamieć sroga

Już Seran wzięty, król uwięziony, a pośród poddanych trwoga.

Tretia podjazdem stara się bronić, chwała ich męstwu i strzałom

Bogini zdrowie zsyła na ludzi, ratuje co umrzeć miało.

Dumna Efea zebrała wojsko,

W polu naprzeciw zdrajcom tej ziemi

Staje gotowa strzec ukochanej Soenny siłami swemi.

 

I gdy bitewny opadł już popiół, gdy śmierci oddano dusze

Kapłanów, królów, wojów bez liku, gdy poskładano już kusze

I gdy Służebny, bólem oślepion, niezdolny był do posługi

Ona jedyna błyszczała jasno pośród wojennej szarugi.

W jej oczach swada, w jej ręku magia

Wielka Dafira strzegła jej kroku

Gdy podążała ku fatum rycersko, nie odwracając wzroku.

 

On tam już czekał, i przy swym boku trzymał nieszczęsną ofiarę

I tak się nadął, i tak się zbiesił, tak się w swym zaparł na stałe

Że aż niepomny na kruchość życia tej, którą zabrał znad rzeki

Tak cisnął gromem, tak mocą zaklął, że jej opadły powieki

I legła martwa u stóp oprawcy

 A on, gdyż zimne serce u niego

Zadrwił z cierpienia i poświęcenia, z siostrzeństwa utraconego.

 

Zaś Biała Róża łzy uroniła nad przyjaciółki swej dolą

Lecz jej przywrócić życia nie mogła, więc z nową do walki wolą

Żal swój przekuła we wściekłość straszną, w potęgę, której nie znano

Zatrząsł się pałac, zaryczał kamień, huk rozległ się jakich mało

I stanął Schete przeciw kobiecie

Która swą magię zebrała wszystką

Gorejąc gniewem przeciwko temu, co jej odebrał więź bliską.

 

W tym to pałacu, w tamtej godzinie, pojął bóg swą nierozwagę

Że zadarł z ludzkiej miłości siłą, że jej wyrządził zniewagę

Której odpuścić nie było sposób, tedy więc musiał on głową

Zapłacić swoją, i w mrok się zapaść, pokutę znieść prawidłową

Na zawsze Hasta Mante zaniechać

Wojska odwołać, przyklęknąć kornie

Przed Białej Róży hardym obliczem i triumf jej uznać bezspornie.

 

I chociaż życie mu darowała, to Hasta Mante spod wojny

Wnet uwolniła, i wszelkie kraje czas znów ukoił spokojny.

Zaś Biała Róża, chwała jej wielka, ku Ziemi oczy zwróciła

I ze Służebnym, wiernym jej zawsze, odeszła tam, skąd przybyła.

Nigdy jej więcej tu nie widziano

Nigdy jej zatem poznać nie przyszło

Ileż to pieśni o jej bohaterstwie spod piór poetów wyszło.

Powiadamiaj o
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Powrót do góry strony